W czwartek wzięliśmy udział w wycieczce po czterech najbardziej znanych browarach w Asheville, oczywiście razem z degustacją: piliśmy piwa takie dyniowego lagera, dyniowe ALE, różne rodzaje IPA i ALE. Razem ze wzrostem poziomu alkoholu we krwi coraz bardziej zżywaliśmy się z resztą grupy, co skończyło się na samodzielnym zwiedzaniu 5 browaru.
Następnego dnia - w piątek - mieliśmy do przejechania kawał drogi: z Asheville do Cape Canaveral:
W drodze powrotnej złapaliśmy kapcia.
Czekała nas szybka wymiana opony i wizyta w warsztacie.
Oczywiście kapcia złapaliśmy na autostradzie i stanęliśmy na pasie awaryjnym. Po chwili podjechał do nas szeryf, żeby zobaczyć co się stało i pilnować, żeby nic się nam nie stało "bo to ruchliwa ulica". Więc przez cały czas stał za nami na sygnale i patrzył jak sobie radzimy :) Po kolejnych 12h jazdy dojechaliśmy do Cape Canaveral.

No to mieliście przygody😃
OdpowiedzUsuńŁukasz mechanik :)
OdpowiedzUsuńSzkolenie na Polonezie się przydało :-)
UsuńMiło ze strony policjanta :-)
OdpowiedzUsuńTo był szeryf!! :)
UsuńPolecam naklejki z pierwszego zdjęcia: "keep asheville beered"
OdpowiedzUsuń