wtorek, 29 września 2015

Na plantacji

Dzisiaj wybraliśmy się na "najstarszą działającą plantację w Stanach" - Boone Hall Plantation. Niestety ich uprawy są dość symboliczne, całość jest (prawdopodobnie) utrzymawana przez turystów. Jednak wycieczka była bardzo fajna, jak z filmu.

Na plantacji uprawiali bawełnę, kukurydzę, a teraz rosną tu jakieś owoce (w sumie spodziewałam się tylko bawełny...).

Widzieliśmy posiadłość, domki niewolników - kiedyś ich było 30, teraz zostało 9, które działają jako wystawy. Dojazd do posiadłości wiedzie alejką otoczoną przez ogromne dęby i zwisające hiszpańskie mchy (wygląda jak scena z Forresta: "Run Forest run").


Oglądaliśmy tradycyjny wyrób koszyków z różnych traw i liści palm:








Pani na włościach :)

Hiszpański mech
Chata dla niewolników


Chodziliśmy też po ogrodach:








Kwiat bawełny - dojrzewający
Kwiat bawełny
Dycek trochę zarósł

poniedziałek, 28 września 2015

Charleston

Wczoraj ruszyliśmy w dalszą drogę, tym razem do Charleston w Karolinie Południowej:

 

Charleston jest jednym z najstarszych miasteczek, został założony przez brytyjskich kolonizatorów.
Krajobraz zupełnie się zmienił, nie ma już palm, jest za to mnóstwo dębów.










Po południu pojechaliśmy zobaczyć jeden z najstarszych dębów w Stanach:




Tysiące tabliczek i zakazów wokół drzewa



sobota, 26 września 2015

Byczymy się w Saint Augustine

Wczoraj przejechaliśmy z Fort Myers do St. Augustine:



Pierwszy raz natrafiliśmy na wysokie fale. W Miami też występują, ale ocean był bardzo spokojny jak tam byliśmy. Zaopatrzyliśmy się w deseczkę do pływania po falach i większość dnia siedzieliśmy w wodzie.

Na filmiki z jazdy po falach zapraszamy po powrocie, w końcu to półnagie ujęcia ;)



Zachodzące słońca

Surfer! 

Lokalne zwierzaki na plaży - to miniaturka ;)

Żeby dojść na plażę musimy przejść przez przejście dla pieszych na dość ruchliwej drodze - dla bezpieczeństwa możemy użyć odblaskowych flag :)
W między czasie wybraliśmy się tej do historycznej części St. Augustine. Jest to najstarsza hiszpańska osada w kontynentalnej części Stanów. Teraz stanowi punkt wypadowy dla Amerykanów. Fort, dużo hiszpańskich flag, sklepów i oprowadzanych Amerykanów. Wszystko jest trochę przerysowane, ale czuć hiszpański klimat.

Wszędzie flagi

Fort

Fort w środku






czwartek, 24 września 2015

Shelling

Dziś uprawialiśmy shelling (ang. zbieranie muszelek) :). Pojechaliśmy na plażę na sąsiedniej wyspie i zabraliśmy się do pracy:








Udało się znaleźć dużą muszlę! :)
Resztę dnia spędziliśmy na relaksie, bo przecież już całe 2 tygodnie siedzimy w US i potrzebowaliśmy chwili odpoczynku.

Dzisiejszy zachód słońca:





Żeby urozmaicić posta dodam jeszcze nasze przemyślenia na temat Stanów.

Amerykanie ze kierownicą - wszyscy jeżdzą tak, jak ja za pierwszym razem, gdy prowadziłam samochód z automatyczną skrzynią biegów: pomalutku, delikatnie, z dala od innych samochodów. Nikt się nie spieszy, każdy przestrzega przepisów, zawsze przepuszczają pieszych. Do dróg łatwo się przyzwyczaić: zazwyczaj 6 pasów, czasem jakiś korek. Niestety jeździ się bardzo wolno, nigdy nie przekroczyliśmy 100km/h.

Amerykanie - temat woda, o ich pozytywnym nastawieniu mogłabym mówić i mówić. Każdy się uśmiecha, każdy pomoże, każdy zagada. Jakby ktoś obcy przywitałby się ze mną na ulicy w Polsce to bym krzywo popatrzyła, a tutaj to zupełnie naturalne.

Nadwaga Amerykanów - zupełnie nie rozumiem czemu się mówi, że Amerykanie są grubi. Ok, faktycznie widziałam kilka "pączusiów", ale to pojedyncze osoby. Na Florydzie szczególnie wszyscy są szczupli i piękni.

Piwo Amerykanów - większość piw jest sprzedawana w 6-pakach. Ogromny wybór kraftowych piw w każdym markecie.

Jedzenie Amerykanów - wszyscy mają wielkie lodówki. W większości sieciówek przy każdej potrawie jest podana wartość kaloryczna. Dopiero po 2 tygodniach udało mi się dostać normalną kawę z ekspresu. A tak to wszędzie leją jakieś paskudztwo z dzbaneczka, nawet nie wiem jak to się robi i co to za kawa. W pewnym momencie zwątpiłam czy ja w ogóle lubię kawę.