Dziś uprawialiśmy shelling (ang. zbieranie muszelek) :). Pojechaliśmy na plażę na sąsiedniej wyspie i zabraliśmy się do pracy:
 |
| Udało się znaleźć dużą muszlę! :) |
Resztę dnia spędziliśmy na relaksie, bo przecież już całe 2 tygodnie siedzimy w US i potrzebowaliśmy chwili odpoczynku.
Dzisiejszy zachód słońca:
Żeby urozmaicić posta dodam jeszcze nasze przemyślenia na temat Stanów.
Amerykanie ze kierownicą - wszyscy jeżdzą tak, jak ja za pierwszym razem, gdy prowadziłam samochód z automatyczną skrzynią biegów: pomalutku, delikatnie, z dala od innych samochodów. Nikt się nie spieszy, każdy przestrzega przepisów, zawsze przepuszczają pieszych. Do dróg łatwo się przyzwyczaić: zazwyczaj 6 pasów, czasem jakiś korek. Niestety jeździ się bardzo wolno, nigdy nie przekroczyliśmy 100km/h.
Amerykanie - temat woda, o ich pozytywnym nastawieniu mogłabym mówić i mówić. Każdy się uśmiecha, każdy pomoże, każdy zagada. Jakby ktoś obcy przywitałby się ze mną na ulicy w Polsce to bym krzywo popatrzyła, a tutaj to zupełnie naturalne.
Nadwaga Amerykanów - zupełnie nie rozumiem czemu się mówi, że Amerykanie są grubi. Ok, faktycznie widziałam kilka "pączusiów", ale to pojedyncze osoby. Na Florydzie szczególnie wszyscy są szczupli i piękni.
Piwo Amerykanów - większość piw jest sprzedawana w 6-pakach. Ogromny wybór kraftowych piw w każdym markecie.
Jedzenie Amerykanów - wszyscy mają wielkie lodówki. W większości sieciówek przy każdej potrawie jest podana wartość kaloryczna. Dopiero po 2 tygodniach udało mi się dostać normalną kawę z ekspresu. A tak to wszędzie leją jakieś paskudztwo z dzbaneczka, nawet nie wiem jak to się robi i co to za kawa. W pewnym momencie zwątpiłam czy ja w ogóle lubię kawę.