Popołudnie spędziliśmy z Czakiem (znacie Czaka?). Czak mieszka na stałe w Londynie, od 4 lat się nie widzieliśmy w Europie, a okazało się, że w tym samym czasie jest w NY.
Rano byliśmy na zorganizowanym oprowadzaniu po dzielnicy chińskiej (Chinatown) i włoskiej (Little Italy). Wygląda to tak, jakby się wchodziło do innego państwa: idziesz, jedna przecznica dalej a tam sami Chińczycy. Dzielnica włoska bardzo się zmniejszyła i to w sumie tylko 2 ulice, ale tam trafiliśmy na festiwal San Gennaro, który był też pokazany w Ojcu Chrzestnym :)
Wieczór spędziliśmy na meczu baseballu Mets - Miami Marlins. Jesteśmy fanami. Zawsze myślałam, że to prosta gra, gdzie się łapie piłkę, odbija i biega w kółko. Okazało się, że zasady są dużo bardziej skomplikowane i cały mecz staraliśmy się zrozumieć "Ale co się teraz wydarzyło?"
Dzień miał być luźniejszy, ale jakimś sposobem wróciliśmy do pokoju sporo po północy (a wyszliśmy przed 9 rano :) ). Dzisiaj lecimy dalej, bo jutro rano jedziemy do Filadelfii, a mamy jeszcze mnóstwo rzeczy do zobaczenia!
No proszę a mówią że góra z górą.........,pozdrówcie Czaka 😃😃
OdpowiedzUsuńDobrze się ogląda i czyta, przyjemnie patrzeć na wasze roześmiane, zadowolone buzie.
OdpowiedzUsuńmamo? co robisz u Krzysia? marta
UsuńNa meczu softball (bejzbol dla kobiet) mieliśmy z Krzyśkiem podobne reakcje. Za co był ten punkt? Dlaczego przerwali grę?
OdpowiedzUsuń